Przy cennej, zabytkowej ramie podejście konserwatorskie bywa ważniejsze niż efekt „jak nowa”. W praktyce dobra renowacja zawsze ma w sobie element tego myślenia: najpierw ratuję to, co oryginalne, a dopiero potem uzupełniam to, czego naprawdę brakuje.
Nie każde zużycie wymaga interwencji. Patyna i drobne ślady czasu często są zaletą i świadczą o autentyczności obiektu. O renowacji warto pomyśleć dopiero wtedy, gdy stan ramy zaczyna jej szkodzić lub odciąga uwagę od dzieła. Najczęstsze sygnały to:
Ten ostatni przypadek jest częstszy, niż się wydaje. Pod warstwą złotej farby albo brązy potrafi kryć się oryginalna, wartościowa pozłota złotem płatkowym. Wtedy renowacja polega nie na dodawaniu, ale na ostrożnym odsłanianiu tego, co już tam jest.
Jeśli rama ma dla Ciebie wartość sentymentalną, kolekcjonerską albo zabytkową, najgorsze, co możesz zrobić, to działać „na szybko”. Oto błędy, które najczęściej naprawiam po nieudanych domowych próbach:
Co możesz zrobić bezpiecznie? Odkurzyć ramę miękkim pędzlem, sfotografować uszkodzenia z bliska (zdjęcia przydadzą się przy wycenie) i, jeśli rama jest osłabiona lub luźna, przechowywać ją poziomo, żeby nie pękała dalej. Resztę, zwłaszcza wszystko, co dotyka złocenia, warto zostawić komuś, kto robi to na co dzień.
Każdą ramę zaczynam od oceny: z czego jest zrobiona (drewno, zaprawa kredowo-klejowa, kompozycja), jak jest złocona (na wodę czy na mikstion), co jest oryginałem, a co późniejszą przeróbką. Dopiero to decyduje o zakresie prac.
Jeśli oryginalne złoto jest w dobrym stanie, staram się je zachować. Tam, gdzie to możliwe, wykonuję ostrożne czyszczenie chemiczne złota, żeby zdjąć brud i zażółcenia bez naruszania płatka. Przezłacam tylko to, czego naprawdę nie da się uratować. Każde nowe złoto to ingerencja w oryginał.
Przy cenniejszych obiektach sprawdzam, czy pod widoczną warstwą nie kryje się oryginalna pozłota, na przykład spod kilku późniejszych powłok brązy czy farby. Stosuję wtedy odsłanianie „na sucho” (dry-stripping), żeby zachować to, co pierwotne, zamiast od razu kłaść nowe złoto. To moment, w którym renowacja staje się konserwacją.
Brakujące fragmenty odtwarzam dwojako. Prostsze, powtarzalne ornamenty odlewam z masy (tzw. kompozycji, w żargonie ramiarskim „papier-mâché”) na podstawie zachowanego wzoru. Bardziej indywidualne, rzeźbione detale dorzeźbiam w drewnie. Cel jest jeden: żeby uzupełnienie pasowało do reszty nie tylko kształtem, ale i charakterem.
Tam, gdzie kładę nową pozłotę, odbudowuję zaprawę i pulment, czyli czerwoną lub żółtą glinkę pod złoto. Kolor pulmentu dobieram do oryginału, ponieważ to on prześwituje w miejscach naturalnego przetarcia złota i decyduje o „cieple” całej ramy. Niedopasowany pulment zdradza naprawę na pierwszy rzut oka.
Złocę najczęściej na wodę, złotem płatkowym, tą samą techniką, którą stosuję w nowych ramach. Na końcu patynuję: wyciszam i postarzam świeże złoto tak, by zlało się z oryginałem. To właśnie patyna i dopasowanie tonu odróżniają renowację od zwykłego „pozłocenia na nowo”. O samej technice złocenia na wodę piszę szerzej na stronie poświęconej pozłotnictwu.
Ramy z dekoracją z zaprawy kredowej (potocznie „gipsowe”) oraz ramy luster mają swoją specyfikę. W ramach sztukatorskich problemem bywa krucha, odpryskująca zaprawa i brakujące ornamenty. Wtedy najpierw konsoliduję osłabioną powierzchnię, dopiero potem odlewam brakujące detale z kompozycji i scalam je kolorystycznie z całością.
Przy ramach luster dochodzi jeszcze ocena samego lustra. Stara, amalgamatowa tafla bywa cenna sama w sobie i nie zawsze warto ją wymieniać. Renowuję ramę, a jeśli lustro jest zniszczone, doradzam, kiedy lepiej je wymienić, a kiedy zachować oryginał dla wartości obiektu. Więcej o samym złoceniu ram do luster opisuję w osobnym wpisie.
Cenę zawsze ustalam indywidualnie, bo dwie pozornie podobne ramy mogą wymagać zupełnie różnego nakładu pracy. Na koszt wpływają przede wszystkim:
Najlepszą wycenę przygotuję po obejrzeniu zdjęć lub samej ramy. Przyjmuję ramy wysyłane kurierem z całej Polski oraz dostarczane osobiście. Wystarczy, że prześlesz kilka wyraźnych fotografii uszkodzeń, a odpiszę, co realnie da się zrobić i co obejmuje praca.
Nie zawsze renowacja jest najlepszym wyborem. Jeśli rama nie ma wartości zabytkowej ani sentymentalnej, a uszkodzenia są rozległe, czasem rozsądniej (i taniej) jest wykonać nową ramę celowo postarzaną: z tym samym ciepłem złota i patyny, ale bez konstrukcyjnych kompromisów. Z kolei przy obiekcie zabytkowym albo rodzinnej pamiątce prawie zawsze warto ratować oryginał. Chętnie pomogę Ci ocenić, która droga ma w Twoim przypadku sens.
Większość tak, choć nie zawsze do stanu „jak nowa”. Czasem celem jest stabilizacja i scalenie, a nie pełna rekonstrukcja, zwłaszcza gdy zależy nam na zachowaniu oryginalnej substancji i patyny.
Nieumiejętna? Tak, bardzo. Dobra, prowadzona z poszanowaniem oryginału i z możliwością odwrócenia, działa przeciwnie: chroni i wspiera wartość. Dlatego przy cennych ramach zawsze zaczynam od minimalnej ingerencji.
Najczęściej tak, bo to moja specjalność, ale zajmuję się również ramami malowanymi i z dekoracją sztukatorską. Nie konserwuję natomiast samych obrazów ani płócien.
Od kilku dni do kilku tygodni, zależnie od zakresu. Odsłanianie oryginału, dorzeźbianie i złocenie na wodę z patynowaniem to praca, której nie da się przyspieszyć bez utraty jakości.
Masz starą ramę, która straciła blask, albo nie wiesz, czy warto ją ratować? Prześlij mi zdjęcia, a podpowiem, co da się zrobić, i przygotuję indywidualną wycenę.